Lekarz

Emigracja do Kanady dla kolegów lekarzy
Post przygotowany przez lekarza-Polaka mieszkającego w Kanadzie i pracującego w swoim zawodzie po studiach medycznych w USA.*

 Jest to wpis kierowany do lekarzy, a nie stomatologów. I proszę, darujmy sobie bezsensowną dyskusję, czy dentysta to lekarz 😉 Po prostu to zupełnie inna bajka od strony formalnej i niestety, jeśli jesteś dentystą, to ten wpis na wiele ci się nie przyda.

Zaznaczam, że nie jest to wpis encyklopedyczny, a jedynie zarys całego procesu. Starałem się w miarę możliwości sprawdzać liczby, które miałem w pamięci, ale raz, że zmieniają się one co roku, a dwa: grzebanie na stronach rządowych w poszukiwaniu statystyk do najprzyjemniejszych nie należy. Mimo wszystko myślę, że moje wypociny przedstawiają dość realny obraz rzeczywistości. Nie widziałem też nigdzie podobnego wpisu od innego lekarza na ten temat, więc, jak to się mówi, lepszy rydz niż nic.

Żeby ten wpis był w miarę strawny, musiałem uprościć wiele kwestii – inaczej 30 stron A4 byłoby mało. Nie zdziw się więc, jak zaczniesz sprawdzać dokładne wymogi i wyjdzie ci, że są jeszcze jakieś dodatkowe papiery i egzaminy po drodze.

Kompletnie sobie również odpuść słuchanie opowieści czy porad od ludzi niezwiązanych z medycyną, a właściwie to od kogokolwiek innego niż inni lekarze. Z tych samych powodów, dla których jak chcesz emigrować jako elektryk, to lepiej pytaj elektryka – a nie mechanika czy lekarza. Widziałem już porady typu „jako lekarz musisz zrobić studia od nowa” (w 99,99% kompletna bzdura, bo robisz rezydenturę) albo że „wszyscy lekarze w USA czy Kanadzie zarabiają miliony” – w zależności od statystyk tylko od 2 do 5% ludzi zarabia powyżej 1 mln… brutto.

 Czasem zdarzy mi się odnieść do całej Kanady – będę miał wtedy na myśli tę „medyczną Kanadę”, a właściwie to „lekarską Kanadę” i raczej w odniesieniu do spraw związanych z byciem lekarzem.

 Koniec końców zrób swój własny research i oceń sam. Nie mam monopolu na prawdę 😉 Informacje powinny być aktualne na koniec 2018 i przynajmniej jeśli chodzi o wszelkie liczby / stosunek pomiędzy nimi, powinny być użyteczne do 2022-2023 r.

 Zacznijmy od tego, że emigracja do Kanady jako lekarz jest stosunkowo prosta, ale ma się nijak do możliwości pracy w zawodzie po przeprowadzce. O ile istnieje coś takiego jak „prosta” emigracja.

 Druga sprawa – droga do nostryfikacji i rezydentury jest podobna w całej Kanadzie (poza Quebec), więc nie ma większej różnicy, o jakiej prowincji myślisz. Aplikacja na rezydentury odbywa się poprzez system scentralizowany dla całego kraju.

 Kolejna istotna informacja jest taka, że PR jest wymogiem, aby podejść do nostryfikacji.

             Nie będę wchodził w czysto papierologiczne aspekty całego procesu, który w skrócie wygląda tak:

 uzyskanie PR → nostryfikacja → rezydentura i klepanie biedy → ewentualnie fellowship → licencja prowincjonalna → praca jako samodzielny lekarz

 Nostryfikacja sama w sobie jest prosta – ot, trzeba zdać egzaminy. Tylko że kosztują one sporo, a ze względu na kolejki, wymogi formalne, oczekiwania na egzaminy itp. może zająć ona nawet kilka lat, jak ci się powinie noga. Ale nie ma powodu, dla którego byś miał jej nie zrobić (no, może poza znajomością języka). No i możesz być czasem poproszony o zrobienie jakichś kursów na uniwerku.

 Prawdziwe schody to rezydentura, a właściwie to nie schody, tylko drabina… a być może i ściana. Licencja prowincjonalna i cała reszta to papierologia i nie będę o nich mówił.

 Tutaj musimy sobie wyjaśnić kilka kwestii.

             Po pierwsze: w Kanadzie nie ma odpowiednika LEKu/LEPu, czy też amerykańskiego USMLE.
Na niektórych uczelniach jak np. UBC nie ma nawet ocen na lekarskim tylko „zdał/nie zdał”.
W związku z tym rekrutacja na rezydentury jest w zasadzie w 100% uznaniowa – nie ma sensownej możliwości przypisania wartości punktowej do aplikacji kandydatów.

Zdałeś wszystko na uniwerku = jesteś lekarzem i aplikujesz na rezydenturę.

            Po drugie: jeśli chodzi o liczby, to sprawa wygląda w miarę podobnie do Polski. Teraz po otworzeniu kilku kierunków lekarskich w jakichś Radomiach, Kielcach i cholera wie gdzie jeszcze, liczba lekarzy kształconych co roku powinna być mniej więcej taka sama w obu krajach, czyli oscyluje w okolicach 3000. Na 100 absolwentów przypada bodaj 101 miejsc rezydenckich. Około 60% z nich to medycyna rodzinna. 100:101, ale… patrz punkt niżej…

             Po trzecie i bardzo ważne: Quebec jest jedyną prowincją, w której jest większa liczba rezydentur niż kandydatów. Co roku około 70 miejsc pozostaje nieobsadzonych. Język francuski jest wymogiem przy aplikacji, co odsiewa 99% ludzi. Mimo to Quebec jest wliczany do statystyk dla całego kraju. Oznacza to, że jeśli mamy 3000 absolwentów w Kanadzie i 3000 rezydentur to realnie sytuacja jest gorsza, gdyż z tych 3000 spora część jest w Quebec i bez znajomości francuskiego – zapomnij.

             Po czwarte: jako IMG (International Medical Graduate) nie możesz brać udziału w pierwszym naborze na rezydentury. A pojawiają się informacje, że nie ma być możliwości nawet i w drugim… W uproszczeniu: możesz aplikować tylko tam, gdzie nie ma kanadyjskiego (ew. amerykańskiego) kandydata. Oznacza to, że aplikujesz na bardzo, ale to bardzo ograniczoną liczbę miejsc. Przez kanadyjskiego/amerykańskiego kandydata rozumiem kogoś, kto w danym kraju ukończył medycynę. Kanadyjczyk po Cambridge w UK jest traktowany jako IMG.

            Po piąte: co roku jest ok. 2000 IMG, którzy aplikują na miejsca, które nie zostały zajęte przez Kanadyjczyków, a do tego mamy ok. 200 Kanadyjczyków, którzy nie dostali miejsc w roku poprzednim. I z roku na rok ta liczba rośnie i to dość znacząco.

Jeśli wydaje ci się, że wychodzi jakieś pińcet kandydatów na jedno miejsce… to dobrze ci się wydaje.
A jeśli do tego doszedłeś do wniosku, że chyba jest cholernie ciężko dostać takie miejsce, to daleko od prawdy nie jesteś.

            Po szóste: jak już złożysz papiery na jakiś program i będą Tobą zainteresowani, to najpewniej dostaniesz zaproszenie na interview. A że chcesz składać wszędzie, gdzie się da, to wydasz masę kasy na samoloty i hotele.

             Po siódme: w Kanadzie, a zwłaszcza w naszej dziedzinie, tytuły naukowe mają wartość bliską zeru i ogólnie jest jeden wielki syf, jeśli chodzi o te tytuły Dr., PhD i pochodne. Teoretycznie, kończenie medycyny w USA/Kanadzie jest uznawane za doktorat, a nie odpowiednik magistra, jak polski tytuł „lek.”. Podobne cuda niedawno weszły do farmacji (PharmD), więc „doktorów” tutaj w cholerę – lekarzy mało. Nawet chiropraktyk czy gość po optometrii ma prawo do tytuł Dr., a ani to lekarz ani osoba z doktoratem. W każdym razie pamiętaj, że bardzo duża część tutejszych doktorów nie jest żadnym doktorem w, nazwijmy to: polsko-europejskim rozumieniu, a jedynie magistrem prawa, farmacji, medycyny i jeszcze paru innych kierunków.

Nie jest niczym nadzwyczajnym znaleźć dziekana/rektora uczelni medycznej bez „prawdziwego” doktoratu.

Doktorat będzie ładnie wyglądał na papierze, ale dużo Ci nie da.

              Po ósme: z każdym rokiem bez praktyki w zawodzie (lub od momentu ukończenia uczelni, jeśli składasz świeżo po zdanym LEKu) szanse na otrzymanie miejsca spadają dość drastycznie.

Więc jeśli zdałeś nostrę i składasz papiery 3. rok z rzędu na rezkę, to bym szczerze zaczął rozważać powrót do Polski.

              Po dziewiąte: w Kanadzie są tysiące lekarzy, którzy próbowali uzyskać licencję, a teraz jeżdżą taxi lub pracują w dowolnym innym zawodzie. Spotykałem się ze źródłami kanadyjskimi mówiącymi o 10.000 takich ludzi, ale nie byłem w stanie tego zweryfikować; choć gdy porównamy liczby aplikantów vs. miejsc, wydaje się to przynajmniej teoretycznie możliwe. Osobiście znam jednego polskiego lekarza, który po latach prób (i dziesiątkach tysięcy $$) dał sobie spokój i jeździ taksówką.

              Po dziesiąte: z racji ww. pełnej uznaniowości procesu przyznawania rezydentur, nie wszystko zależy od ciebie. Możesz zdać wszystkie egzaminy na 100% i nigdy nie dostać zaproszenia na interview nawet do najbardziej zapyziałej dziury.

              Po jedenaste: wśród swoich kanadyjskich znajomych mam osobę odpowiedzialną za rekrutację na jeden z programów anestezjologii. Nie mam dobrych informacji – spora część miejsc (ale nie wszystkie) jest zarezerwowana dla kuzyna/ciotki/wujka/babci/dziadka itp. Często zapraszają ludzi na interview tylko po to, żeby odstawić szopkę, że niby sprawdzali 20 kandydatów, ale ostatecznie córka rektora byłą najlepsza, kolokwialnie rzecz ujmując. Jeden przypadek reprezentatywny oczywiście nie jest, ale też moje doświadczenie mówi, że nie jest to sytuacja zupełnie wyjątkowa.

Medyczna Kanada referencjami, listami polecającymi oraz znajomościami stoi. Znacznie bardziej niż Polska. Znacznie. Możesz mieć 100% z każdego testu na studiach, wolontariat w Korei Północnej, publikacje naukowe w renomowanych czasopismach i order Orła Białego, a i tak bez perfekcyjnych referencji nie dostaniesz się nigdzie. I nie ma w tym wielkiej przesady. Dotyczy to również lokalnych aplikantów. Pamiętaj: perfekcyjne referencje – bo dobre to za mało. Dla Kanadyjczyków wszystko jest amazing, perfect and f***ing dandy, więc jak będzie napisane, że jesteś „bardzo dobrym kandydatem”, to masz problem. Wszystko ma być w superlatywach – good is bad, perfect is good. Mają napisać, że skaczesz lepiej niż Małysz, kopiesz piłkę lepiej niż Lewandowski, interny to się Szczeklik od ciebie uczy, a bochenek to właściwie taki skrypt, co z kolegą na 1 roku napisałeś, jak ci się nudziło.

 Jak ci się chce, to możesz poszukać, jak to kanadyjski student (a właściwie to lekarz) z najwyższą średnią na swoim uniwerku i z osobistym poleceniem dziekana nie dostał się 2x na rezydenturę, a potem popełnił samobójstwo. Potem wyszło, że się nie dostał, bo program wymaga 3 idealnych referencji, a gość miał 2 idealne i 1 dobrą. Było za mało. 

              Po dwunaste – jeżeli jeździłeś na wolontariaty w strefach wojny – Lekarze Bez Granic albo inne humanitarne eskapady w ramach Czerwonego Krzyża – to może to drastycznie zwiększyć twoje szanse na sukces. Wolontariat, czy też pseudowolontariat, jak ja to określam, ma ogromne znaczenie przy aplikacji na medycynę. W przypadku rezydentur znaczy mniej, ale jeżeli masz konkretne papiery potwierdzające udział w akcji humanitarnej itp., to zdecydowanie ci to pomoże.

A mówię pseudowolontariat, ponieważ w praktyce musisz popracować jako wolontariusz, żeby mieć realne szanse na przyjęcie na lekarski – jest to jeden z 3-4 głównych czynników decydujących o naborze do med school. Więc jeśli wymagają bycia wolontariuszem, to w mojej ocenie nie jest to już wolontariat, a przymusowe bezpłatne praktyki.

                 Po trzynaste – wymagania – prawdziwe wymagania – dla danego programu/rezydentury nie są nigdzie publikowane. Może być tak, że nie rozważają kandydatów ze średnią poniżej X, niezależnie od reszty osiągnięć. Albo musisz mieć min. 2 lata wolontariatu. Albo być mocno zaangażowany w swoje „community”. Możesz znaleźć wskazówki, że szukają ludzi zaangażowanych w badania naukowe, ale nie napiszą, że aby być branym pod uwagę musisz mieć min. 3 publikacje w czasopiśmie o danej renomie + pół roku zaangażowania w 1 duży projekt badawczy. Teraz pomyślmy chwilę i dajmy się ponieść fantazji. Faktyczne wymagania (są one faktycznie spisywane i przechowywane tak, aby była choćby iluzja obiektywności, tudzież podkładka, że robią wszystko zgodnie z regulaminem, a że zmienia się je co roku, to inna sprawa) są utajnione – jak myślisz, jak duże są szanse na ustawienie wymagań pod konkretnych i zupełnie przypadkowych (bo przypadkowo są dziećmi kolegów) kandydatów? Albo szanse na przypadkowe przekazanie synowi kolegi, że akurat jak on będzie kończył za 2 lata, to będą wymagać 2 dużych projektów badawczych oraz zaangażowania w organizacje studenckie, bo oni cenią „leadership”? Ale spokojnie – to tylko fantazja… przecież w kraju takim jak Kanada, który dba o równość szans dla wszystkich obywateli, takie przejawy nepotyzmu by miejsca nie miały! 😉

Ok. Nie chciałem Cię przerazić albo wmówić, że to okropny kraj i w ogóle wszystko jest złe i nie dasz rady. Raczej w mniej lub bardziej poważny sposób chcę powiedzieć, że jest to kraj jak każdy inny i ludzie zasadniczo tacy sami – zwłaszcza, kiedy do gry wchodzą duże pieniądze. A w medycynie północnoamerykańskiej są duże pieniądze. Po prostu się nie czaruj, że tutaj niby się ocenia tylko według zasług, umiejętności czy nikt nie kombinuje, a znajomości się nie liczą.

 Osobiście jestem z tych ludzi, którzy twierdzą, że „się da” wiele rzeczy zrobić i osiągnąć, ale też nie lubię wciskania sobie kitu, że można wszystko.

             W praktyce musimy rozróżnić dwa przypadki – chcesz być lekarzem rodzinnym albo chcesz być specjalistą. Różnica jest ogromna.

  Jeśli chcesz być lekarzem rodzinnym, to masz dość realną szansę na powodzenie całej operacji.

Główna zaleta jest taka, że jest to zdecydowanie najkrótsza rezydentura (2 lata).
Znakomita większość (strzelam, że 90%) miejsc, które są dostępne dla IMG, to rezydentury pośrodku niczego z medycyny rodzinnej.

Jeśli nie masz problemu z podpisaniem lojalki na 5 lat, mieszkaniem gdzieś, gdzie pewnie nawet nie myślałeś, że można mieszkać – to możesz zacząć myśleć poważniej nad swoimi planami.
Z reguły dostanie takiego miejsca jest związane z pracą w danym miejscu przez 5 lat właśnie (lojalka) po ukończeniu specki.

 Szanse są przyzwoite, ale też nie każdemu się udaje. Nie jestem niestety w stanie powiedzieć, czy szanse wynoszą X czy Y%, ale jeśli coś ma szansę się udać, to jest to zdecydowanie medycyna rodzinna.

Opcja druga – chcesz być specjalistą.

 Zacznę od tego, że w teorii jakaś szansa zawsze jest. Być może nawet słyszałeś historię o kimś, komu się kiedyś udało. No właśnie – kiedyś i komuś. Albo w USA. A tak bardziej serio – będzie ciężko i nie ma co owijać w bawełnę. Jeśli chcesz być specjalistą, to masz mimo wszystko większe szanse w USA.

 Jeśli jesteś okulistą, radiologiem czy dermatologiem (czy inna specka, w której jest dużo $$ w Kanadzie) i chciałbyś pracować w tej samej specjalizacji również w Kanadzie, to twoje szanse są bliskie zeru. Nie 5% czy 10% – niemal zero. Może jakieś 1 czy 2%.

Miejsc dla Kanadyjczyków na dermatologię, okulistykę, endokrynologię itp. jest dokładnie tyle, co w Polsce – czyli wcale. Więc wyobraź sobie, że możesz w Polsce składać papiery na dermę tylko wtedy, kiedy nie ma żadnego Polaka, który by chciał zaaplikować. Słyszałeś kiedyś o wolnym miejscu na dermatologii? Ja też nie.

 Nie twierdzę, że jest to reguła, ale osobiście znam tylko 1 przypadek, gdzie człowiek znikąd (bez pleców, znajomości itp.) dostał rezydenturę (ortopedia) w niedalekiej przeszłości. Wszyscy inni, o których myślałem, że byli znikąd, jednak byli „skądś”. A to już brat pracował od 10 lat w Kanadzie jako lekarz i poznał kogo trzeba i załatwił referencje, a to kanadyjska rodzina żony była „medyczno-lekarska” i inne takie historie. Oni już mieli dobry, medyczny punkt zaczepienia na miejscu. Może ten mój rodzynek znikąd też się okaże skądś za jakiś czas? Kto wie…

 I żeby nie było – nie twierdzę, że nie ma osób (IMG), które dostały miejsce, bo były zwyczajnie dobre. Co więcej, mam nadzieję, że jest ich sporo i będzie więcej. Mówię jedynie o przypadkach, które znam osobiście.

Moja rada – jeśli nie wiesz na 100% albo przynajmniej 90%, że ktoś pleców nie miał – załóż, że jednak miał jakiegoś asa w rękawie. Unikniesz rozczarowań, czemu to ty z 2 doktoratami i 10 latami praktyki nie dostałeś miejsca, a jakiś młody gość z Indii świeżo po med school i z łamanym angielskim dostał się na okulistykę. Miejsca na specjalizacji, gdzie dobija się do 1 mln $ rocznie nie dają w chipsach ani na egzaminach. Równie dobrze możesz składać papiery na prezesa Orlenu, nie mając żadnych powiązań w polityce.

 Znam przypadki kilku polskich (i nie tylko) specjalistów, którzy tutaj zrobili takie same specjalizacje, jak w kraju rodzimym, ale są to historie sprzed wielu wielu lat, więc ciężko mi wyciągnąć jakieś wnioski, które by miały przełożenie na dzień dzisiejszy. Jedyne, co je łączy to to, że zajęło im to blisko 10 lat, aby na koniec robić to samo, co już wcześniej robili w domu.

 Znam za to kilku specjalistów m.in. radiologii i chirurgii, którzy po prostu się poddali, bo przyjechali z rodzinami i nie było ich stać na min. 2 lata bez pracy, aby zdać i opłacić wszystkie papiery, bo przecież rodzina coś jeść musi.

Podsumowując: szanse, że dostaniesz rezydenturę gdziekolwiek w jakiejkolwiek specjalizacji są bardzo niskie.

 Osobiście bym rozważył to jedynie w sytuacji, gdy bierzesz pod uwagę plan B, czyli medycyna rodzinna.

Pomijam już wkurzenie spowodowane przechodzeniem przez speckę od początku – czyli harówka od rana do nocy za marną pensję. W teorii ta pensja nie jest aż taka niska – ok. 50k $/rok ale jest to brutto, a do tego książki i inne wydatki związane z kształceniem kosztują grube tysiące rocznie.

Zresztą jeśli jesteś lekarzem, to wiesz, jak to jest i jaka jest różnica pomiędzy tym, co dostajesz, a tym, co ludzie myślą, że dostajesz.

 Zarobki

            Nie sposób nie wspomnieć o zarobkach, jakie was czekają, jeśli wszystko się uda. Ktoś może wygooglować zarobki radiologa czy okulisty i stwierdzić, że dla takich pieniędzy warto ryzykować.

Czy warto, to nie wiem, bo to kwestia indywidualna, ale mogę podpowiedzieć, jak czytać wszystkie zera przy zarobkach lekarzy w Kanadzie.

 A i pamiętaj, że na emeryturę odkładasz sam, chorobowego nie masz, urlopu nie masz, nie masz też żadnych benefitów.
Ot, taka praca na klauzuli opt-out całe życie.

Ostrzegam, że użyję tutaj również wielu uproszczeń, żeby to było w miarę zjadliwe objętościowo.

W Kanadzie nie ma właściwie prywatnej służby zdrowia (no dobra, jest, ale nie będziemy drążyć), a wynika to z tego, że albo masz umowę z lokalnym oddziałem NFZ, albo pracujesz prywatnie.

Jako kardiolog nie możesz np. od 8 do 12 przyjmować na NFZ, a potem brać 200/300/500$ za konsultacje w prywatnym gabinecie, jak to jest w USA. Albo-albo. W praktyce jest 99% szans, że będziesz pracował z kanadyjskim NFZ. Czyli za każdą procedurę wystawiasz fakturę po znanej cenie i nieważne jaką masz renomę czy tytuł naukowy (znowu pewne uproszczenie). I pewnie to jest wytłumaczenie, czemu nikt prawie nie robi doktoratów w medycynie. Poza satysfakcją oraz rachunkiem na ponad 100 tys. dolarów za czesne + kilka lat na jego zrobienie dużo z tego nie masz, jeśli chodzi o finanse.

 Teraz coś głównie dla młodszych kolegów, którzy są na studiach czy świeżo po studiach, bo starsi z własnymi gabinetami wiedzą, jak to działa.

 Ty jako biznes „Lekarz od wszystkiego Sp. z o.o.” dostajesz 100 dolarów za konsultację.

Teraz sobie odlicz trochę na wynajem gabinetu, potem na opłacenie miłej pani na recepcji, a często i do tego pielęgniarki, która zmierzy ciśnienie i zrobi początkowy wywiad, który i tak będziesz musiał zrobić od zera, bo ona nie wie, że hydroksyzyna to coś innego niż hydralazyna i… dobra, starczy.

Jak już odejmiesz od tych 100$ koszt prowadzenia działalności, to wtedy jeszcze odejmij podatek i masz jakiś zysk na czysto. Wiem, że już byś chciał kupić BMW, ale kasa dalej jest na koncie twojego lekarskiego biznesu. Więc teraz wypłacasz sobie pensję i płacisz podatek dochodowy…

Tyle mocno uproszczonej teorii. W praktyce, w zależności od specjalizacji, możesz odjąć od 40 do 70% z tego, co widzisz w googlach i będziesz miał kwotę do wydania na swoje nowe BMW, które się zakopie przy pierwszym konkretnym śniegu. Kup sobie F150 i podnieś zawieszenie o metr – jak na prawdziwego kowboja przystało. Nie dziękuj, nie ma za co.

 Radiolog – odejmij 70%, inne specjalizacje – 40-50%. Więc na szybko: jak widzisz, że lekarz o specjalizacji X zarabia 400k $, to pewnie jakieś 200k to jest jego realny dochód.

 Możesz robić całkiem sporo kombinacji podatkowych, które pozwolą ci oszczędzić po kilkadziesiąt tysięcy $ na rok na podatkach, ale lepiej zapłać komuś, kto się na tym zna.

 Musisz też zwrócić uwagę na to, czy mowa np. o zarobkach radiologa, który ma własny gabinet (i kupił sprzęt do rtg, usg itp.), czy też pracującego w szpitalu. Znajdziesz statystyki, które mówią, że radiolog ma 350k, a i znajdziesz takie, które mówią o 900k średnio.

 Koniec końców zarobki są dobre, ale myślę, że warto wiedzieć, że twoje zarobki nie będą rosnąć wraz z doświadczeniem, bo będziesz dostawał za świadczenie dokładnie tyle samo, ile dostawałeś wcześniej.

 Tutaj jest bardzo dobry przykład takiego cennika:

 https://shawnwhatley.com/what-doctors-charge/

  Czy warto?

 Moim zdaniem, jeżeli masz więcej niż 35 lat – odpuść sobie. Cały proces zajmuje lata (załóż 8-10, to się nie rozczarujesz) i wystarczy jakaś jedna większa wpadka, żeby całe plany legły w gruzach. Mając bardzo przystępne możliwości wyjazdu i robienia specki w UE, nie bawiłbym się w ryzyko wyjazdu aż do Kanady.

Będziesz też dość często się zastanawiał, czy twój kanadyjski kolega-lekarz znalazł swój dyplom w opakowaniu chipsów, czy może jednak był to poniedziałkowy dodatek do lokalnej gazety.

 Jeśli jesteś świeżo po uczelni medycznej i przed 30 to myślę, że można próbować, a w razie braku rezydentury po 2-3 latach prób wrócić do Polski czy Europy. Ewentualnie można poczekać kolejne 2 lata i dostać obywatelstwo i wtedy wrócić.

 Jeśli zrobiłeś już speckę i masz swój własny gabinet, to nawet nie myśl o przyjeździe tutaj.

 O robieniu med school od zera tutaj – zapomnij. Dla studentów zagranicznych czesne dochodzi do 100 tys. $/rok (bodaj UofT, jak pamiętam), nie każdy med school posiada international program, a żeby się dostać, trzeba planować aplikację lata naprzód. Do tego z reguły 90% miejsc jest zarezerwowane dla ludzi, którzy już mieszkają w danej prowincji (jeśli myślisz o aplikowaniu świeżo po lądowaniu na podstawie PR). Trzeba być rezydentem danej prowincji przez min. 2 lata, aby kwalifikować się jako lokalny według tutejszych uniwersytetów. A i wymagana jest średnia ze studiów w okolicach 3.8/3.9 na 4.0 możliwe.

Daj sobie spokój.

Porównując pracę jako lekarz w USA oraz Kanadzie, mogę powiedzieć, że work-life balance jest lepszy w Kanadzie. Dla lekarza rodzinnego nawet zarobki są o dziwo trochę lepsze w Kanadzie.

Różnica w zarobkach, zwłaszcza specjalisty, jest tak ogromna (gdy masz już jakąś renomę oraz doświadczenie), że bardziej się opłaca latać co drugi tydzień do US, a potem wracać do Kanady niż pracować na stałe w Kanadzie.

Więc w praktyce możesz pracować mniej, a zarabiać więcej albo i tak samo. W USA, jeśli chodzi o zarobki lekarzy, to powiedzenie sky is the limit jest jak najbardziej prawdziwe.

Choć muszę też uczciwie wspomnieć, że szansa na pozew „bo kolano mnie boli po badaniu wzroku” jest tak mniej więcej 5000000% wyższa w USA niż w Kanadzie. W Kanadzie musiałbyś amputować głowę zamiast nogi, żeby mieć problemy tak naprawdę albo i nawet to nie, bo Kanadyjczyk zawsze powie, że ich lekarze i służba zdrowia są amazing i najlepsze na świecie.

Ważne

 Na koniec powiem coś dla Polaków mieszkających w Kanadzie na temat lokalnej służby zdrowia, a raczej lekarzy. Tak jak przeciętny kanadyjski lekarz bije polskiego na głowę, jeśli chodzi o „obsługę klienta”, tak przeciętny polski „konował, co bierze hajs za nic” bije kanadyjskiego jeszcze bardziej, jeśli chodzi o wiedzę. Jeśli kiedyś zdarzy się Tobie albo komuś z twojej rodziny poważnie zachorować – pakuj się w pierwszy samolot i leć do Polski – przynajmniej na diagnostykę. Zwłaszcza jeśli masz problem związany z czymkolwiek ginekologiczno-położniczym. Patologia ciąży jest na poziomie mułu na dnie delty Mekongu. W mojej rodzinie już była jedna tragedia z tego powodu – w Twojej nie musi.

Jeśli masz możliwość, to wybierz jako lekarza rodzinnego Polaka, Ukraińca, Rosjanina – pewnie będzie gburowaty, ale jest większa szansa, że jak mu powiesz, że masz WPW, to będzie wiedział, że mowa o sercu, a nie nodze. Oczywiście nie każdy Kanadyjczyk będzie kiepski, a każdy „nie-Kanadol” niesamowity.

*Autor wolał pozostać anonimowy. Zapraszamy jednak do zadawania pytań poniżej, a postaramy się pomóc najlepiej, jak to możliwe. 

Praca w kanadyjskim IT – okiem rekrutera i specjalisty prawa imigracyjnego

Ile razy słyszeliście / czytaliście pytanie “jestem specem od IT, czy łatwo o pracę w Kanadzie?”.

I jak wielu z Was zapewne wie – na to pytanie można udzielić tysiąca odpowiedzi.

Po pierwsze, Kanada to ogromny kraj, jak wiadomo, a każda prowincja jest “państwem w państwie” i ma swoją własną mikroekonomię. I tak, np. rynek pracy dla wszelkiej maści specjalistów IT w Toronto może być potężny, zdolny wchłonąć każdą liczbę pracowników, ale już w Nowej Fundlandii może być trudniej. Chociaż, jak wynika z mojego doświadczenia, dobry spec od IT pracę znajdzie zawsze i wszędzie.

 Po drugie – specjalista IT to pojęcie bardzo szerokie. Pojęcie to obejmuje fachowców specjalizujących się zarówno w różnych językach programowania (programming), jak i w różnych typach oprogramowania (software) czy sprzętu (hardware). Ponadto obejmuje ono fachowców nie tylko o różnym poziomie specjalizacji, ale także o różnych funkcjach: od specjalistów typu deskside, przez analityków biznesu (business analyst), kierowników projektów (project managers), deweloperów różnej maści po tzw. solutions architects oraz wiele innych zawodów, o których laik raczej nie słyszał. Co charakterystyczne – w Kanadzie zdecydowanie bardziej niż w Polsce – specjalizacje zawodowe, nie tylko w IT, są bardzo wąsko rozumiane, np. specjalista SAP będzie w Kanadzie poszukiwany wg bardzo dokładnego opisu wcześniejszych doświadczeń jako “techno-functional SAP FICO/leasing business analyst”. I zapewniam, że rekruter właśnie takiego doświadczenia i słów-wytrychów będzie szukał w życiorysie kandydata. Dla lepszego zobrazowania sytuacji podam inny przykład spoza branży informatycznej.  W Polsce dobry mechanik jest dobrym mechanikiem i poradzi sobie i z samochodem osobowym i ciężarowym, i z traktorem, i z motorem. W Kanadzie mechanik pojazdów osobowych to inny zawód niż mechanik ciężarówek, a jeszcze innym jest mechanik sprzętu rolniczego. Te niuanse mają często fundamentalne znaczenie dla planowania strategii procesu imigracyjnego, gdyż nie tylko mogą determinować nr NOC, ale także decydują o tym, czy trzeba się certyfikować w Kanadzie czy nie. I znów o mechanikach wspomnę – w Albercie mechanik pojazdów ciężkich – Heavy Duty Mechanic (Technician) musi mieć “papier”, a mechanik sprzętu rolniczego – nie. Dobry doradca prawa imigracyjnego zna te szczegóły i jest w stanie doradzić, jak uniknąć problemów lub jak najlepiej wykorzystać wcześniejsze doświadczenie zawodowe w procesie aplikacji imigracyjnej.

Po trzecie – jak szukać pracy w Kanadzie w szeroko pojętym IT. Opcji jest kilka – przyjechać na IEC, znaleźć pracę i  przekonać pracodawcę, że jest się niezastąpionym :), tak żeby pracodawca chciał się bawić w aplikowanie o LMIA (Labour Market Impact Assessment). Będąc na IEC, można szukać też pracy poprzez agencje zatrudnienia. Jest to mniej komfortowe rozwiązanie, zwłaszcza gdy się rozważa pobyt stały w Kanadzie, ale też mające swoje plusy (choćby ten, że nie jesteśmy skazani na jednego pracodawcę).

Kolejny sposób – to jeszcze w Polsce znaleźć pracodawcę, który będzie chciał się wystarać o LMIA i ściągnąć pracownika. Istnieje wiele opinii twierdzących, że pracodawcy nie postępują wg ww. scenariuszy. Gorąco zaprzeczam! Zarówno jako kanadyjski rekruter aktywnie poszukiwałam pracowników w Europie dla kanadyjskich firm, jak i jako konsultant prawa imigracyjnego pomagałam kanadyjskim pracodawcom aplikować o LMIA, a następnie starać się o stały pobyt pracownika. Sporo osób, także odwiedzających tę stronę, poparłoby moje słowa. Warto pamiętać , że dla branży IT (w dużej mierze) istnieje specjalny program Global Talent Stream. W ramach tego programu kanadyjski rząd zobowiązuje się do wydania LMIA w superszybkim tempie – do dwóch tygodni. I jest to argument, którym warto się posługiwać w trakcie aplikowania o pracę.

Zachęcam serdecznie do dyskusji, ponieważ ile ludzkich życiorysów, tyle różnych historii na okoliczność poszukiwania pracy w Kanadzie – nie tylko w IT.

Aleksandra Kościelak, MBA – certyfikowany doradca prawa imigracyjnego; RCIC; rekruterka; wolontariuszka aktywnie wspierająca “nowych Kanadyjczyków” w w odnalezieniu się na kanadyjskim rynku pracy

Aleksandra Koscielak

Regulated Canadian Immigration Consultant (RCIC R524811) with the extensive experience in:

  • Express Entry
  • IEC International Experience Canada
  • Economic Programs:
    • Federal Skilled Worker Class
    • Federal Skilled Trades Class
    • Canadian Experience Class
  • Family Sponsorship: outside and in Canada
  • LMIAs
  • Work Permits and extensions
  • Study Permits ad extensions

Aleksandra Koscielak, RCIC

+1 (403) 988-0384‬ • ak@immigrate2canadavisa.ca

 

Member in good standing of ICCRC and CAPIC.

 

Flagpole – przekroczenie granicy lądowej z USA, by aktywować wizę

Flagpole to nazwa na przekroczenie granicy z USA by zaraz zawrócić i aktywować wizę – czy to pracowniczą, czy turystyczna, czy też pobyt stały. By to zrobić, nie jest potrzebna wiza do USA, a odmowa wjazdu do Stanów nie rzutuje w żaden sposób na aplikacje wizowe w przyszłości. Poniższy opis dotyczy pieszego przejścia granicznego Rainbow Bridge w Niagara Falls. Opisany na FB przez Nina Tomek Ch. Dziękuję za opis i za zgodę na jego publikację. Flagpole samochodem wygląda tak samo i można to zrobić na każdym głównym przejściu granicznym (tylko trzeba się liczyć z ewentualnymi utrudnieniami na drodze).

Trzeba pamiętać, żeby wcześniej sprawdzić, czy coś się nie zmieniło. Od 16 czerwca 2017 cztery przejścia lądowe w ON, mimo że są czynne 24/7, to dla flagpole są czynne tylko we wtorek, środę oraz w czwartek, by nie robić zbędnego tłoku w okolicach weekendu, gdy jest najwięcej turystów. Te cztery przejścia to: Queenston, Niagara Falls, Rainbow Bridge oraz Fort Erie (Peace Bridge). Więcej o tych zmianach tutaj.

– Gdy chcesz przekroczyć granicę pieszo (ja tak zrobiłam), podchodzisz pod bramki i szukasz drzwi z napisem “TO USA”.

– Wszystko zaczęłam dziś, czyli wtorek 19 grudnia 2017 r. o godzinie 7:10 rano.

– Wchodzisz do pomieszczenia, w którym nie ma żadnego oficera, tylko bramka, gdzie wrzucasz 50 centów, aby móc przejść. Przechodzisz przez bramkę i wychodzisz drzwiami prosto na most.

– Idziesz całą długość mostem, podziwiając widok na wodospady. Na środku mostu jest granica; są też lornetki, z których możesz sobie popatrzeć na wodospad.

– Dochodzisz do bramek USA i wchodzisz do pomieszczenia, w którym jest kartka, że możesz wejść dalej, gdy oficer cię poprosi. Ja miałam do czynienia z kobietą o polskim nazwisku na mundurze, jednak to była Amerykanka. Podeszłam do biurka, nic nie zdążyłam powiedzieć, bo celniczka od razu zapytała czy flagpole i poprosiła o paszport. Powiedziałam, że tak. Zapytała, na jaką wizę, jakiej jestem narodowości i czy mam jakieś rzeczy ze sobą. Powiedziałam na jaką wizę i że mam ze sobą wszystkie dokumenty. Wypisała białą kartkę z dużym napisem FLAGPOLE, włożyła w paszport i kazała się wrócić na stronę kanadyjską. Tak więc zrobiłam.

– Wróciłam ponownie całą długością mostu do granicy kanadyjskiej, weszłam do pomieszczenia, gdzie siedział kanadyjski oficer.

– Zapytał skąd przychodzę, powiedziałam że poszłam na granicę, by zrobić flagpole, aby uaktywnić mój work permit. Zapytał o rodzaj permitu. Podałam mu paszport z tą kartką, którą dostałam na stronie USA. Wypełnił żółty papierek, włożył wszystko do paszportu i pokazał mi, gdzie mam iść dalej do immigration. Musiałam przejść na druga stronę ulicy do budynku.

– Weszłam do pomieszczenia, zostałam poproszona o podejście do biurka, podałam paszport z dokumentami, które otrzymałam na granicach. Często pytają, czy masz yellow paper – to będzie chodziło o tę żółtą kartkę, którą dostałam przed momentem. Urzędnik poprosił, żebym usiadła i czekała. W poczekalni było już 5 osób. Byłam tam ok. 7:45 rano. Po mnie co chwilę ktoś nowy dochodził, w kilka chwil poczekalnia się cała wypełniła. Kilka minut po 8:00 było już ok. 20 osób.

– O 8 rano urzędnicy zaczęli wywoływać ludzi po imieniu, problemy z nazwiskami :). Zostałam wywołana ok. 8:15. Jedyne, o co mnie poprosił oficer to o pokazanie ubezpieczenia na cały pobyt i jakiś dokument z adresem, gdzie będę przebywać. Ja akurat miałam na moim bank statement.
Stałam tam ok. 10 minut, oficerowie, którzy siedzieli po bokach żartowali i chcieli mnie poczęstować ciastkiem, ale odpowiedziałam, że jestem na diecie, to zaczęli żartować, że oni też etc., więc atmosfera naprawdę luźna. Na koniec dostałam wydrukowany work permit, oficer wbił mi pieczątkę i wszył w paszport pozwolenie na pracę. Zapytał na koniec, czy mam jakieś pytania. Zapytałam, czy też tutaj dostanę numer SIN. Odpowiedział, że muszę pojechać do Service Canada i tam mi wydadzą. Podziękowałam i wyszłam. Po 8:30 było po wszystkim.

– Znalazłam najbliższy punkt Service Canada, kilka minut autem od granicy. Zero kolejek, zostałam od razu przyjęta. 5 minut i dostałam swój numer.

– Szczęśliwa, że załatwiłam tak szybko, wróciłam do domu.

Mam nadzieję, że przyda się wam moja historia. Sama takiej szukałam przed dzisiejszym dniem, lecz ciężko znaleźć. Nie ma czym się stresować. Wszystko jest załatwiane legalnie. Niedługo będę aplikowała o wizę do Stanów, podzielę się również i tym :).
Pozdrawiam i życzę powodzenia wszystkim! 

IT

Zawód związany z IT. Opisane pytania tyczą się większości specjalizacji w tym sektorze. Post powstał dzięki Wam i Waszej aktywności na naszej grupie eKanada na FB.

1. Jak wygląda sprawa zatrudnienia w IT?

Zależy ewidentnie od pracodawcy, warunków umowy, benefitów itd. – bez kalkulacji ciężko odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie, bo składa się na to wiele czynników. Niemniej jednak, pojawiają się oferty pracy zarówno dla self-employed, jak i w postaci “klasycznego” zatrudnienia.

2. Jak wygląda kwestia certyfikatów branżowych przez pracodawcę? Na które mniej lub bardziej zwracają uwagę – które po prostu jest dobrze mieć?

Certyfikacje są generalnie kiepsko poważane, bo i niewiele mówią o kandydacie – zazwyczaj nie idą za tym umiejętności, a po prostu znajomość metodyki rozwiązywania konkretnych testów egzaminacyjnych (patrz: certyfikaty Microsoftu). Wiadomo, lepiej mieć niż nie mieć, ale nie jest to “winning factor” – dopiero certyfikaty na poziomie CCNP/CCIE lub MCSD/MCSE mogą Ci dać cokolwiek na plus, ale i to tylko, gdy konkretny pracodawca będzie wykorzystywać konkretne technologie.
Znacznie bardziej cenione jest doświadczenie zawodowe w międzynarodowych firmach, projekty open source, czy po prostu występowanie jako prelegent na międzynarodowych konferencjach branżowych.

3. Moja specjalizacja jest obecnie w NOC A. Czy grupa NOC potrafi się zmienić? (Grupa NOC jest ważna w programach imigracyjnych)

Raz na jakiś czas NOC potrafi się zmienić, ale dzieje się tak bardzo rzadko. Nie sądzę, że cokolwiek na poziomie software developmentu spadnie w najbliższych latach poniżej NOC A (maksymalnie do B, chociaż nie sądzę), szczególnie biorąc pod uwagę zapotrzebowanie na tym rynku na ludzi z doświadczeniem – które na dodatek stale rośnie.

4. Gdzie w sektorze IT o pracę najłatwiej?

W IT najlepszymi miejscami do szukania pracy są prowincje Ontario, British Columbia i Quebec, z czego większość to oferty pracy z Toronto, Vancouver i Montrealu. Gdy się ma przyzwoite doświadczenie, znalezienie pracy w IT nie jest problemem w tych miejscach – niezależnie od specjalizacji.

 

W tym zawodzie posiadanie profilu na Linkedin to podstawa. Jak wygląda kanadyjskie CV (resume) i jak szukać pracy znajdziecie tutaj.

Kanada oczami Pawła

Poniższy wywiad ze mną jest z początku 2017 r. i przeprowadzony przez Monikę Grzelak, autorkę bloga Oh Kanada – 6757KM, która prowadzi również grupę na FB. Zapraszam wszystkich na jej blog i grupę. Dziękuję Ci Monika za ten wywiad i opisanie w skrócie mojej przygody z Kanadą, która ciągnie się do dziś.

“Jak jesteście częścią grupy Oh Kanada na Facebooku, to na pewno znacie Pawła. Jest on tam jedną z najbardziej aktywnych osób, które zawsze służą swoją radą. Paweł również od niedawna prowadzi stronę eKanada, która jest świetnym źródłem informacji dla każdego, kto myśli o Kanadzie jako o swoim nowym miejscu na ziemi.

Pawła przygoda z Kanadą trwa już prawie 10 lat i nie obyła się bez przeszkód. Wręcz przeciwnie, myślę, że niejedna osoba, na jego miejscu, zniechęciłaby się i machnęła ręką na Kraj Klonowego Liścia!

 

Zapraszam Was na wywiad z Pawłem, który mieszka w Winnipeg, w prowincji Manitoba. Dowiecie się co lubi w tym mieście, a do czego nie mógł się przyzwyczaić. I o czym warto pomyśleć, zanim każde z Was wyruszy w swoją kanadyjską przygodę.

 

Jakim sposobem znalazłeś się w Kanadzie?
Na początku, pojawił się pomysł wyjazdu do Stanów Zjednoczonych, ale w międzyczasie przyjaciel mojego taty, który mieszka w Kanadzie, zaproponował mi wyjazd do Kanady. W 2007 zdobyłem wizę i poleciałem na dwa miesiące do Winnipeg, w prowincji Manitoba. Po powrocie z Kanady zacząłem szukać opcji powrotu, tak żeby móc zostać nieco dłużej. Trafiłem na program International Experience Canada, który działał już w Europie, ale nie był jeszcze dostępny w Polsce. Przygotowałem wszystkie dokumenty według tego, co zostało podane na stronie Ambasady Kanadyjskiej w Berlinie i czekałem na możliwość aplikacji. Kiedy w 2010 IEC zostało otwarte w Polsce, od razu aplikowałem wraz z moją dziewczyną, w ramach opcji Working Holiday. Po zakończeniu IEC wróciliśmy do Polski, żeby później kolejny raz aplikować na IEC, tym razem na Young Professionals. Pod koniec 2012 roku wyjechaliśmy kolejny raz do Kanady, z myślą o pozostaniu na stałe.

 

Co takiego spodobało Ci się w Winnipeg, że zdecydowałeś się wrócić do tego miasta? 
Mój pierwszy przyjazd do Kanady był w pojedynkę i w tym czasie poznałem wiele osób w moim wieku. Po rozmowach z ich rodzicami doszedłem do wniosku, że podoba mi się ich styl życia i podejście do niego. Nie pracowali od rana do wieczora, mieli czas na przyjemności i korzystanie z życia. Myślałem wtedy bardzo przyszłościowo o tym, jakie szanse na spokojniejsze życie mogę mieć ja i jeszcze wtedy moje nienarodzone dzieci.

 

Obserwując wtedy kanadyjskie życie byłeś na wakacjach. Czy Twoje zdanie uległo zmianie, kiedy zacząłeś w Kanadzie pracować i być wtopiony w codzienność?
Nie, nie uległo zmianie. W 2010 przyjechałem do Kanady z moją dziewczyną, obecnie żoną, zrobiliśmy to głównie po to, żeby ona zobaczyła Kanadę i oceniła, czy jej również się tutaj spodoba. Po naszym wspólnym roku Magda miała zupełnie inną opinię na temat tego kraju niż ja. Wręcz jej nie znosiła. Wróciliśmy do Polski i zaczęliśmy życie w Gdańsku, skąd pochodzimy. Po roku mieszkania w Polsce Magda zmieniła zdanie i stwierdziła, że w Kanadzie jest jednak nieco łatwiej. I tak zacząłem szukać kolejnego sposobu na wyjazd.

 

Co takiego Magdzie nie spodobało się w Kanadzie? 
W Polsce mieszkaliśmy przez całe życie w Gdańsku, który jest bardzo ładnym miastem. Winnipeg to niestety nie to samo. To, co jednak głównie jej przeszkadzało, to tęsknota za rodziną. Przez pierwsze pół roku było jej trudno i chciała wracać do Polski. Kiedy jednak data powrotu do Polski zaczęła się zbliżać, to wiele rzeczy zaczęło powoli się układać.

Kanada, życie w Winnipeg

Dlaczego w ogóle zdecydowałeś się na wyjazd do Kanady?
Zawsze chciałem, turystycznie, zobaczyć Stany Zjednoczone czy Kanadę. W moich planach była również Australia. Pojawiła się okazja wyjazdu do Kanady i tak wszystko się zaczęło.

 

W jaki sposób dostaliście się na Young Professionals, w ramach International Experience Canada? Przy tej opcji programu trzeba mieć pracodawcę.
W momencie pierwszego, rocznego, przyjazdu do Kanady w ramach Working Holiday pracowałem u Polaka, przy remontach. Niestety w okresie zimowym zleceń nie było prawie wcale. Pewnego dnia miałem zakładany internet w domu i mężczyzna go instalujący zauważył, że orientuję się w elektronice. Akurat jego szwagier szukał nowych pracowników i tak trafiłem do nich na rozmowę kwalifikacyjną. Zostałem u nich zatrudniony w lutym i po kilku miesiącach mój szef aplikował o LMO, Labour Market Opinion. Odpowiedź przyszła dopiero po wygaśnięciu mojego zezwolenia na pracę w ramach IEC, kiedy byliśmy już w Polsce. Dodatkowo była ona negatywna. Mój były kanadyjski pracodawca wystawił mi jednak list, że chciałby mnie ponownie zatrudnić i tak aplikowałem na IEC, w ramach Young Professionals. Podobnie moja dziewczyna – przed powrotem do Polski pracowała na pełen etat w Dairy Queen, które również wystawiło jej list i mogła wraz ze mną aplikować na swój YP.

Kanada, życie w Winnipeg

Jakim miastem do mieszkania jest Winnipeg pod kątem pracy?
Rynek pracy jest dosyć trudny dla kobiet, które wykonują mniej wykwalifikowane zawody. W tych przypadkach jest mała szansa na dostanie umowy na pełen etat. Wynika to między innymi z tego, że zatrudniając na pełen wymiar godzin pracodawca powinien dać pracownikowi dodatkowe benefity, czyli np. dodatkowe ubezpieczenie. Często dochodzi również do zatrudniania sezonowego uczniów ze szkoły średniej.

 

Jak myślisz, ile średnio czasu potrzebne jest na znalezienie pracy w Winnipeg?
To zależy od zawodu. Jeżeli ktoś nie jest wybredny i jest w porządku z pracą fizyczną, to może znaleźć pracę w ciągu miesiąca. W momencie szukania czegoś bardziej konkretnego pod kątem zawodu, może zająć to do 5 miesięcy.

 

Co lubisz w Winnipeg, a co drażni Cię w tym mieście?
Kiedy przyjechałem do Winnipeg, 10 lat temu, przeszkadzał mi brud na ulicach i to, że ludzie nie dbali o to, żeby uległo coś zmianie. Widziałem przypadki, jak rzucali coś na ulicę, kiedy zaraz obok stał kosz na śmieci. Trudno było mi również przyzwyczaić się do zabudowy miasta, która jest amerykańska. Poza tym ludzie w tym mieście nie za bardzo zwracają uwagę na to, jak wyglądają i chodzenie w piżamie po ulicy nie jest rzadkością. W ciągu tych 10 lat wiele jednak się zmieniło, na plus. Miasto jest znacznie czystsze, a ja przyzwyczaiłem się do tego kanadyjskiego stylu.

Kanada, życie w Winnipeg

A jak bezpiecznym miastem jest Winnipeg? 
Centrum miasta nie należy do najbardziej bezpiecznych, ale i tak jest lepiej niż kilka lat temu. Przede wszystkim zacząłem inaczej postrzegać miasto, kiedy nieco zwolniłem i zacząłem bardziej mu się przyglądać. I tym samym zauważyłem, że jest piękna architektura starych budynków, jest wiele parków, boisk czy hal sportowych. Z czasem zacząłem poznawać rejony, które po prostu są ładne. To, co lubię w Winnipeg, to to, że jest to miasto rodzinne, co jest ważne w naszym przypadku, bo mamy dwójkę dzieci. Jest sporo programów dla dzieci, które są darmowe albo bardzo tanie.

 

Co takiego jest niebezpiecznego w centrum Winnipeg? 
W większości zamieszkane jest ono przez ludność rdzenną, która została tutaj przesiedlona. Znaczna część tych ludzi nie pracuje, a wyłącznie pobiera zasiłki. Jakiś czas temu można było spotkać gangi na ulicach. Na szczęście tego już nie ma. W dalszym ciągu ta część miasta nie jest najbardziej bezpieczna po zmroku. Działa nawet specjalna jednostka wolontariuszy, którzy ubrani są na czerwono, mają krótkofalówki i gaz pieprzowy. Jeżeli ktoś nie czuje się bezpiecznie, to może po nich zadzwonić, a oni przyjdą i odprowadzą taką osobę np. z uczelni do autobusu. Winnipeg niestety jest miastem, które nadal znajduje się najwyżej w rankingach, jeżeli chodzi o przestępstwa z udziałem przemocy.

 

Masz dwójkę dzieci, chłopaków: 3 letniego i 7 miesięcznego. Czy w Winnipeg są miejsca, gdzie można spotkać się z innymi rodzicami i dziećmi? 
Kiedy Magda była w ciąży, szukaliśmy szkoły rodzenia i mieliśmy problem z jej znalezieniem. Trafiliśmy jednak na Healthy Baby Group. Jest to grupa, na której spotkaniach można spotkać się i porozmawiać z pielęgniarką, prowadzącą i dietetykiem, a niekiedy gościem specjalnym, np. policjantem, pracownikiem socjalnym, strażakiem, położną. Co spotkanie poruszany jest inny temat, który pozwala dowiedzieć się więcej o dzieciach i zdrowiu.

Poza tym są community centres, gdzie raz w tygodniu organizowane jest spotkanie/śniadanie dla rodziców i dzieci. Dzieciaki mogą się wyszaleć na sali, gdzie jest mnóstwo zabawek, a rodzice porozmawiać między sobą.

 

Czy Wasz 3 letni syn chodzi do przedszkola?
Nie. Chodzi na zajęcia do różnych community centre i innych grup, więc codziennie przebywa z innymi dziećmi po 2-3 godziny.

 

Jakim miastem jest Winnipeg dla nowoprzybyłych?
Wydaje mi się, że pomocnym. Jak jest się nową osobą w Winnipeg, to warto odwiedzić stronę Manitoba Start i zarejestrować się u nich – dzięki temu otrzymuje się dostęp między innymi do dwóch kursów: pierwszy jest poglądowy, gdzie pokazywane jest miasto, jak się po nim poruszać, jakie jest panujące prawo i przepisy w Kanadzie i Manitobie. Drugi kurs przygotowuje do szukania pracy, czyli jak napisać resume czy cover letter oraz organizowane są spotkania z firmami z Winnipeg. Można również skorzystać z pomocy coacha, który pomoże nam ustalić naszą ścieżkę rozwoju.

 

Obecnie jesteś na tacierzyńskim, ale wcześniej pracowałeś jako elektryk. Na czym polegała Twoja praca?
Tak, pracowałem jako technik elektryk dla firmy Fort Garry Fire Trucks. Zajmowałem się tam instalacją, testowaniem i uruchamianiem urządzeń elektronicznych i elektrycznych, kładzeniem okablowania oraz serwisem.

Kanada, życie w Winnipeg

Jak długo będziesz na tacierzyńskim?
Mam możliwość bycia przez 35 tygodni + 2 tygodnie bezpłatne, więc będę do sierpnia tego roku.

 

Jake są koszty daycare w Winnipeg?
Jest to około $25-$30 za dzień, czyli około $750 miesięcznie na dziecko do drugiego roku życia. Powyżej drugiego roku życia jest to około $650. Problemem jest jednak brak miejsc w daycare, z licencją na które są dopłaty z miasta i najlepiej jest dziecko zapisać do daycare, jak jest się w ciąży. Wtedy jest większa szansa na otrzymanie miejsca w daycare, które nas najbardziej interesuje.

 

Co lubisz w Twojej Kanadzie, którą znasz?
Dosyć szybko przystosowuję się do nowych warunków, więc koniec końcem wszędzie jest mi dobrze. Ale to, co lubię najbardziej, to rodzinę i przyjaciół, których tutaj mamy. Podoba mi się ogólne poczucie wolności i to, że jest dosyć tanio. Takie rzeczy jak samochód, dom, wycieczka na Kubę czy do Meksyku, wypad na strzelnicę, polowanie, ryby czy kemping są dostępne dla każdego.

Kanada, życie w Winnipeg

 

Co lubisz w kanadyjskim stylu życia, a co jest Ci trudno zaakceptować?
W winnipegowskim stylu życia lubię to, że nikt nie zwraca uwagi jak inni wyglądają.

Można wyjść w ubraniach roboczych, do polowania i nikogo to nie zaskoczy – wręcz przeciwnie: jak ktoś będzie elegancko ubrany, to zwróci na siebie uwagę bardziej niż ktoś stojący na ulicy w piżamie.

Podoba mi się również to, że ludzie w Winnipeg szukają okazji w sklepach, nie kupują prawie niczego za 100% ceny. Lubię również łatwą politykę zwrotów produktów, ale to już kwestia bardziej kanadyjska. Lubię też, jak korzysta się tutaj z każdego słonecznego dnia i niezależnie, czy to jest +30 czy -30, a uwielbiam zwłaszcza letnie wypady na piknik do parków.

Zdecydowanie trudno jest mi zaakceptować 10 dni urlopu. Moja firma jest zamknięta dwa razy w roku i przez ten czas nie otrzymuję wynagrodzenia, więc wtedy wybieram moje 10 cennych dni. Na szczęście jest możliwość skorzystania z opcji bank time, czyli zostając w pracy po godzinach, zbiera się te godziny na okres kiedy firma będzie zamknięta.

 

Jaką cechę w Kanadyjczykach cenisz sobie najbardziej?
Lubię kanadyjską uprzejmość i chęć niesienia pomocy. Na poziomie, z którym nie spotkałem się nigdy wcześniej. Miałem jedną sytuację, która w dalszym ciągu jest dla mnie trudna do uwierzenia. Szukałem z kuzynem samochodu i pojechaliśmy oglądać jeden z nich. Niestety nie było to to, czego szukaliśmy, właściciel auta jednak zapytał się mnie, czy nie potrzebuję zamrażarki. Akurat była ona na liście moich rzeczy do zakupienia w przyszłości. Spytałem o cenę. On na to, że jego sąsiad akurat się wyprowadza i jest ona za darmo. Niestety auto, którym przyjechaliśmy nie było w stanie pomieścić zamrażarki. I nagle usłyszeliśmy, że możemy pożyczyć od nich duży samochód, trucka, żeby zawieźć zamrażarkę do domu, a później go zwrócimy. Ot tak!

Co drażni Cię w Kanadzie?
Komary, ale ten problem dotyczy całej Manitoby. Latem występują w niesamowicie dużych ilościach.

Kanada, życie w Winnipeg

Jaki etap był do tej pory dla Ciebie najtrudniejszy?
Najtrudniejszym etapem był moment, kiedy przyjechaliśmy tutaj drugi raz i po pół roku składaliśmy papiery na nominację prowincji. W międzyczasie okazało się, że Magda jest w ciąży. Niestety pracodawca nie chciał jej zarejestrować co było potrzebne do nominacji prowincji. Nie mógł jej również zwolnić, więc przeczekał aż skończy się jej zezwolenie na pracę. Z tego całego zamieszania udało nam się spotkać z osobą odpowiedzialną za Manitoba Provincial Nominee Program, która podpowiedziała nam, że papiery na nominację prowincji, ze względu na wszystkie wcześniejsze zawiłości, powinny być złożone na mnie, a nie na Magdę. I tak zrobiliśmy. Nominację prowincji otrzymaliśmy ostatniego dnia ważności mojego zezwolenia na pracę.

Jakie warunki trzeba spełniać, żeby uzyskać nominację prowincji Manitoba?
Przepisy w Manitobie nie są tak wyśrubowane, jak ma to miejsce w pozostałych kanadyjskich prowincjach. Tutaj akceptowana jest każda kategoria National Occupational Classification, NOC. Poza tym należy mieć 6 miesięcy pracy, obojętnie jakiej, trzeba wykazać znajomość języka angielskiego, zdając testy IELTS albo CELPIP plus udowodnić posiadanie środków finansowych na koncie. W kwietniu tego roku zasady te mają ulec nieco zmianie, więc nie wiem, jak będzie wyglądało to za kilka tygodni.

Mając te wszystkie doświadczenia. co powiedziałabyś do siebie przed wyjazdem do Kanady w 2007 roku?
Patrząc na swoje doświadczenia powiedziałbym jedno: nigdy się nie poddawajcie i dążcie z uporem do swojego celu.

Kanada, życie w Winnipeg

 

Jakie trzy rady dałbyś osobom, którą chcą zamieszkać w Kanadzie?
Tak jak wspomniałem wcześniej: jest to dążcie do celu mimo trudności. A po drugie: żeby dobrze zorientowali się w sytuacji tzn. jakie zawody są potrzebne w danej prowincji, czy jest szansa i jaką drogą otrzymać pobyt stały, by już przyjechać z gotowym planem (nawet jeśli pobyt stały nie jest naszym celem na początku) – ponieważ chęć zostania na stałe, gdy jesteśmy już w Kanadzie może być decyzją zbyt późną. I na pewno, żeby uzbroić się w cierpliwość, bo zdobycie pobytu stałego, poszukiwanie pracy oraz osiągnięcie celu może potrwać trochę czasu.

W jakich trzech słowach opisałbyś Kanadę? 
Ogromna, dzika i piękna.

Dzięki za rozmowę! Jak macie jakieś dodatkowe pytania do Pawła, to piszcie śmiało w komentarzach!”

 

żródłó: http://6757km.com/2017/03/kanada-oczami-pawla/ (18 Feb 2018r.)

Polskie Firmy

Nowy dział na stronie, Polskie Firmy w Kanadzie.
Pierwsza firma to Stroller Boutique – zajmuje się sprzedażą wózków dziecięcych. Sam kiedyś szukałem wózka w Kanadzie, ale niestety tego sklepu wtedy jeszcze nie było. W dziale będą systematycznie dodawane kolejne polskie firmy w CA.

Powstała również grupa na FP, “Polski Biznes w Kanadzie” – jest to nieformalna grupa dla osób, które mieszkają w Kanadzie i prowadzą własny biznes.
Grupa ma na celu ułatwienie networkingu oraz wsparcie koleżeńskie wśród polskich biznesów.

Plusy wyjazdu do Kanady

Kanada – za co ją lubimy.
Post jest kontynuacją postu dotyczącego minusów Kanady i również jest zbiorem faktów dotyczących Kanady, doświadczeń admina tej strony oraz komentarzy osób z grupy FB eKanada

– Za to jak mili i uczynni są tu ludzie i zarażają tym innych – obcy facet pożyczył mi swoje auto bym mógł przewieźć do domu zamrażalnik, który jego sąsiad oddał mi za darmo. Za kierowcę autobusu, który poczeka na przystanku, gdy zaspałeś.

– Za to, że marzenia są na wyciągnięcie ręki.

Tylko od nas zależy, jaki zawód chcemy wykonywać oraz ile chcemy zarabiać. Wystarczy sprawdzić zarobki w danym zawodzie i spełnić wymagania do jego wykonywania, a na pewno praca się znajdzie.

– Za mniejsze pieniądze niż w Gdańsku wynajmuję dwa razy większe mieszkanie ale w Winnipeg. (Jak Kasia pisała poniżej w komentarzu, w Vancouver już tak kolorowo nie ma, tam jest wręcz na odwrót)

Elektronika/samochody/domy są tu tańsze (w Winnipeg).

Super pola namiotowe i mały koszt weekendowych wycieczek mimo dalekich odległości.

– Za ilość słońca i super błękitne niebo.

– Za wielkość parków w mieście.

– Za ilość placów zabaw, hal sportowych, lodowisk, boisk – wszelkich miejsc umożliwiających spędzanie czasu na dworze.

– Za suchy klimat, dzięki czemu żona nie musi brać żadnych leków i nie ma objawów choroby – choroba się zatrzymała, podczas gdy w Gdańsku szła jak burza.

Stroller Boutique

At Stroller Boutique we are a small, passionate family run business and official North American online retailer of major European brands such as Anex, Jedo, Tutek, Coletto, Camarelo, Bexa, Euro-Baby. We believe in products that make our lives easier and from experience we have found our range of products hard to beat. Whether you are looking for a light urban stroller, a classic style, or an all-terrain heavy duty type, you will find them in our online store.

All strollers in our offer blend functionality and comfort with a sense of style and fun. Our strollers are comparable with many other top-of-the-line major brands found throughout retail stores, and come in a variety of colour combinations offering a full range of functionality but at a much lower price. We also offer a great range of styles including classic and retro styles, which are hard to find these days.

Stroller Boutique sells quality European strollers and accessories in Canada and USA since 2012, directly to the public through our online store, straight from the manufacturers. If you are looking for a stroller that looks great but is also build to last, then you are in the right place.

Our suppliers are among the largest stroller manufacturers in Europe, they attend many international trade shows throughout the year, they stay on top of the latest technology and stroller design trends.

We are a family run business located in Calgary, Canada, serving Canada and USA, but lately we’re also open to international shipping (except Europe). As parents of young children, we are stroller users ourselves, and will be happy to help you choose the right one for your family.

https://www.stroller-boutique.com/

info@stroller-boutique.com